Reportaż z AKCJI :)

Dawno dawno temu, za siedmioma górami, lasami i kilkoma dolinami, na dalekim wschodzie Europy, w samym cetralnym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, roku Pańskiego 2011, w małej miejscowości, 138 km na zachód od stolicy, jadąc maszyną parową, pojawiło się kolejne poruszenie.

 

 

Kilka tygodni wcześniej, miasteczko to nawiedziły Anioły. Dla miejscowej ludności, wydarzenie to było nie mało szokujące. Anioły nawiedziły całą Łódź i nie tylko zostawiły pieniądze, ale dotknęły ludzkie serca i przeniknęły, jak miecz obosieczny dusze!!! Gdy miasto było jeszcze pod wrażeniem niedawnych wydarzeń, nastąpiła kolejna rzecz, która przyprawiła prawie o zawał serca, mieszczan owej miejscowości. Rolnicy, dziennikarze, biznesmeni, studenci, uczniowie, przecierali oczy z wrażenia, wychodząc na ulice i patrząc w niebo, zastanawiając się czy zaraz planeta X nie zderzy się z Ziemią. Dzięki Bogu, nic takiego nie miało miejsca, to była akcja Fundacji Dom w Łodzi dla dzieci chorych. To wolontariusze, niczym Armia powstania Łódzkiego, wyległa na przedmieścia i wylęgła na ul Manufaktury. Motocykliści niczym Star Wordsi, wyczyścili swoje maszyny, wypolerowali silniki, odpalili Harleje i dołączyli się do plejady gwiazd. Starsi miasta, burmistrz, prezydent, najwięksi przedstawiciele, oczekiwali z lekkim buru buru w brzuszku, co to się stanie. Dzieciaki latały dookoła swoich rodziców i męczyły ich pytaniami, co się dzieje??? Co się dzieje...?? Poruszenia nie było końca. Ludzie z miasta, przychodzili, by zobaczyć, obejrzeć i cyknąć se fotę!:)

BERSERKERS'i i Strażacy – to Oni rozpoczęli całą batalię. O co poszło? Już Państwu mówię. 19 i 20 marca, roku Pańskiego 2011, odbyła się w Manufakturze – akcja zwana „Cała Łódź dla Domu w Łodzi". Szczerze mówiąc, zaczęła się ona dzień wcześniej. Grupa młodych, przystojnych i utalentowanych wolontariuszy, zgromadziła się w piątek, 18 Marca, roku Pańskiego 2011, i z pomocą, Lady, jakże to wspaniałej koordynatorki, p. Weroniki Tomaszewskiej, o godzinie 22 w owym Centrum Handlowym. Rycerze owego Centrum, z uznaniem i wielką radością, przywitali owych „Roobin Hoodów". Zorganizowali ucztę, pełną mięsiwa i piwa. Zabawa trwałą do późnej nocy, lub jak kto woli, wczesnego ranka. Po wielkiej uczcie, owej to nocy, trza było wziąć się za rozstawianie. Przyjechały wielkie maszyny silnikowe, które po włączeniu warczały... że aż strach!!!! Były one stare i nowe, małe i duże, były też średniej wielkości. We współczesnym języku, zwią się one „motory". Motory te, osiągają kosmiczne prędkości, zbudowane są na dwóch kołach. Istota ludzka, wsiadając na tego potwora, opiera się o tzw. „silnik" - urządzenie które napędza tego robota. Interesujące jest to, że owy robot je i pije!! Olej, benzyna, w zależności od wieku i rodzaju silnika, pochłaniane są na całego. Gdy arena została przygotowana na przyjęcie owych monstrumów, potwory zostały rozstawione, scena przyozdobiona, przyjechały tym razem czterokołowe piękności. Nastała noc i nastał dzień pierwszy imprezy. Pokazy zaczynały się od 12 w samo południe, ale trenerzy i wykwalifikowana kadra, musiała czuwać nad stworzeniami już od 9. Ci którzy ich strzegli, mieli na sobie dwa dziwne stroje. Albo ubiór Indianina – ci bardzo mocno pasowali do „Motorów", albo druga grupa – białe koszulki z logiem domu w Łodzi, ci stali z jakimiś puszkami z dziurką. Była też inna ekipa, która zajmowała się pokazami wysokościowymi, oni mieli ze sobą psy, tak zwany „wóz strażacki" ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Cała akcja miała na celu, przybliżyć ludziom, los porzuconych i chorych dzieci. Miała na celu zebrać pieniądze i na owe dzieci i dotknąć serc ludzi wrażliwych. Udało się!!!! Cała akcja przebiegła niesamowicie pomyślnie. Ludzie widząc motory, chcieli je dotknąć, usiąść na nich. Podziwiali je. Za każde zdjęcie, zrobione z owym „Potworem", istota wrzucała co nieco do puszki. Na głównej arenie odbywały się pokazy miss, licytacje, pokazy karate i koncerty. Ludzie szaleli. Tyle atrakcji w jednym miejscu! Na rynku Manufaktury stał wóz, który miał najwyższy wyciąg ramienia w Polsce. Rekordzista, za wjazd na Niego zapłacił ponad 100 zł!!! Istoty ludzkie, w białych koszulkach, z logiem „Domu w Łodzi", zwani wolontariusze, chodzili po rynku z puszkami, ulotkami, podchodzili do ludzi, dając im ulotkę z balonikiem, prowadzili długie konwersacje. Panie Miss, stały dookoła pojazdów, promując i zachęcając ludzi do zrobienia sobie z nimi zdjęć, nawet od czasu do czasu puszczały komuś caułsa:) Wojaże te skończyły się po bardzo pracowitym weekendzie. Zebrano mnóstwo tak zwanych zielonych papierków. Ale to nie oto tylko chodziło. Zebrano mnóstwo przepięknych uśmiechów i wielkich serc!

Michał Ewertowski

 

 

facebooknasza-klasasiepomaga

Kalendarz

<<  Lutego 2020  >>
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1  2
  3  4  5  6  7  8  9
10111213141516
17181920212223
242526272829 

Nasze fotki...

Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Nie wykorzystujemy infromacji w nich zawartych do żadnych celów związanych ze śledzeniem użytkowników ani też wyświetlania reklam. Jeśli nie wyrażasz zgody na zapisywanie plików cookie, zmień (zablokuj) ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce. Polityka prywatności.